Wstaje z łóżka, gramolę się do szafy i wyciągam z niej ubrania. Idę do łazienki, ubrania niosę w ręce. Gdy docieram, ubieram się, czesze włosy i nakładam lekki makijaż. Jest on bardzo naturalny. Wchodzę do kuchni, otwieram lodówkę i szukam czegoś co mogłabym zjeść. Pustka, będę musiała podskoczyć do sklepu, po pracy. Jak na razie zjem coś na mieście. Jest 6, biorę torebkę i wychodzę zamykając drzwi na klucz. Idę korytarzem do windy.
Kiedy jestem już na parterze, przechodzę obok recepcjonistki. Rzucam jej szybkie ' do widzenia '. Niestety nie odpowiada, trzeba będzie popracować na nią. Widać że chyba nie przepada za swą pracą.Całe dnie siedzi i nic nie robi, a płaca jej za to.
Wsiadam we wcześniej zamówioną taksówkę. Po około 30 minutach jestem przy biurowcu. Jest to ogromny budynek, zrobiony wyłącznie z okien. Ciekawi mnie jak będzie w środku, czy będzie również fantastycznie? Wydaje się jakbym o czymś zapomniała. O tak, zapomniałam o jedzeniu. Jest tu gdzieś knajpka w okolicy? Nie znam tego terenu. Gdy tak rozmyślam, z oddali dostrzegam ' Bar śniadaniowy '. Jestem uratowana.
Mam jeszcze 30 minut więc zdążę zjeść i nie spóźnić się do pracy. Pośpiesznie idę do owego baru. Gdy juz jestem w środku, siadam przy małym stoliku. Po chwili przychodzi kelnerka.
-Co podać?- Pyta z małym uśmiechem.
-Naleśniki.
-Zaraz będą gotowe.
Zaraz po tym odchodzi, a po około 5 minutach wraca. Kładzie talerz z 2 naleśnikami na stoliku razem z rachunkiem. Jem je szybko a następnie idę zapłacić. Gdy już jestem najedzona oraz mniej zdenerwowana pierwszym dniem pracy, wracam pod wieżowiec. Popycham lekko szklane drzwi, i ruszam w stronę sekretarki, która siedzi przed biurkiem czytając gazetę.
-Dzień dobry, jestem Alexia Linch.- Mówię uprzejmie.
-Ach tak, mam pani pokazać miejsce pracy.- Odpowiada z uśmiechem.
Wstaje z krzesła i rusza w stronę windy, ja idę tuż za nią. Po krótkiej przejażdżce windą, docieramy na odpowiednie piętro. To piętro to jedno wielkie biuro. Biurka są około dziesięć metrów od siebie. Fajnie bo można mieć stały kontakt z ludźmi. Podchodzimy do biurka z moim nazwiskiem. Rzuca mi szybkie ' powodzenia' i wraca do swojej pracy. Na biurku leży rękopis i mała karteczka na nim. Jest tam napisane "Na dobry początek. ~ Pan Comspaners". Jest to bardzo miłe z jego strony.
-Ty jesteś nowa stażystką?- Pyta głos zza mnie.
Odwracam się i widzę uśmiechniętego blondyna, ma piękne niebieskie oczy. Czyli są w tym mieście przyjaźni ludzie.
-Tak.- Odpowiadam niepewnie.
Chłopak zaczyna się śmiać. Czy ja coś powiedziałam głupiego, może mam coś na twarzy. Bardzo trudno go zrozumieć. Śmieje się a ja nawet nie wiem dlaczego.
-Jestem Niall Horan, jak chcesz to mogę cie zapoznać z ludźmi.- Mówi.
Nie odpowiadam, lecz potakuje. Zaczyna mi przedstawiać wszystkich ludzi, a ci krzyczą ' cześć ' w moją stronę. Za każdym razem im odpowiadam. Gdy kończy zauważam jedyne puste biurko. Jest na nim wizytówka. Jego właścicielem jest Harry Styles.
-A tam?- Wskazuje na puste biurko.
-To biurko należy do Harrego, lecz on jak zawsze się spóźnia.- Śmieje się chłopak.
-I jeszcze za to nie wyleciał?- Pytam chichotając.
-Jak widzisz nie, szef ma go w dupie, a jest to spowodowane tym że jego ojciec i pan Comspaniers są przyjaciółmi.- Mówi i przewraca oczami.
-Dobra ja idę pracować, bo przecież ktoś musi. Zobaczymy się na lunchu.- Dodaje.
Kiwam głową a on odchodzi. Bardzo się ciesze że poznałam kogoś takiego jak Niall. Jest uroczy, miły a przede wszystkim rozmowny. Mam dość ciszy w mym życiu. Zajmuje się rękopisem, jestem jakoś w połowie, gdy nagle otwierają się drzwi i wchodzi wysoki brunet. Na głowie ma burze loków. Jest ubrany w czarne rurki, białą koszulkę a na to koszule w kratkę. Wygląda bardzo znajomo...tak, już wiem kto to. To jest ten chłopak z samolotu. Z wrażenia spada mi długopis. Wzrok wszystkich jest skierowany na mnie, jego też. Chyba tez mnie poznał, myślę tak ponieważ otworzył szerzej oczy i przygląda mi się bardzo uważnie.
Musze o nim zapomnieć i zając się pracą, bardzo chce skończyć pierwszy manuskrypt. Ignoruje chłopaka i wracam do poprawiania. Nie mogę się skupić, czując bez przerwy jego wzrok na mnie. Ale niestety gdy zerkam ja, w jego stronę on szybko odwraca wzrok. Nagle wszyscy wstają, i idą w stronę ogromnego tarasu. Ach tak, to pewnie lunch. Siedzę nie wiedząc czy mam iść za nimi. W końcu wstaje z krzesła i tam idę. Gdy blondyn zauważa że weszłam, wskazuje abym usiadła koło niego. Gada z dwoma innymi osobami, po chwili i ja się wkręcam.
Jest już godzina osiemnasta, dzień przebiegł bardzo miło. Poznałam masę fajnych ludzi. Ale nadal mi nie daje coś spokoju, ten chłopak, Harry. Cały czas patrzył się na mnie. O co mu chodziło? Musze o nim zapomnieć, w trybie natychmiastowym. O tej godzinie wszyscy wracali do domów, także i ja.
Przystanek autobusowy jest pięć minut drogi stąd, wiec pojadę autobusem do domu. Ruszam w stronę przystanku. Idę przez ciemne uliczki. Słysze jakieś kroki za mną, odrobinę przyśpieszam. To nic nie daje nadal je słyszę. Tak bardzo boje się obrócić. Ale muszę to zrobić. Gdy się obracam nie widzę nic za mną, obracam się z powrotem w stronę autobusu. Podskakuje z zaskoczenia, przede mną stoi wysoki mężczyzna, jest ciemno ale mogę dostrzec jego blizny na twarzy.
-Wybierasz się gdzieś mała?- Pyta z zawadzkim uśmiechem.
-Um...ja...ta...mój chłopak...przyjdzie zaraz.-Kłamię.
-Potrzebujemy tylko pięciu minut.- Puszcza mi oczko.
Czy on chce mnie...zgwałcić? Chwyta mnie i zaczyna całować w szyje. A ja zaczynam płakać i krzyczeć. Staram się wyrwać, ale to wszystko na nic, jest ode mnie większy silniejszy. Sięga za moja koszulkę, zaczynam jeszcze bardziej szlochać. Nagle z oddali słychać odgłos motoru. Po chwili zatrzymuje sie tuż koło nas. Mój napastnik popatrzył w jego kierunku. Chłopak ściągnął kask. To był Harry, ale skąd on wiedział?
Podszedł do nas, uformował rękę w pięść i uderzył mężczyznę.
-Załóż kask i siadaj na motor!- Rozkazał, ja bez chwili namysłu wypełniam jego wole.
Uderzył go jeszcze kilka razy i zostawił leżącego. Wsiadł na motor, kazał mi się trzymać i ruszył. Harry podjechał pod kawiarenkę, była ona jakieś 20 minut drogi od tamtego miejsca. Zszedł bardzo szybko, również i ja to zrobiłam. Szybko ściągnęłam kask z głowy i odłożyłam na motor.
-Nic ci nie jest?- Nie mogę odczytać jego nastroju.
-Nie...i dzięki.- Odpowiadam speszona.
-Spoko.- Mówi i pociera ręką o kark.
-To gdzie mieszkasz?- Pyta, on stara się zmienić temat.
-Baker Street.
-Okey, wsiadaj to cie odwiozę.
Przytaknęłam i z powrotem założyłam kask. Droga do mego domu była szybka. Gdy dotarliśmy pod budynek w którym mieszkam, Harry zgasił silnik i wszedł zemną do budynku.
-Cześć Lotte.- Chłopak mówi do dziewczyny za biurkiem.
-Witaj Harry, znów sąsiedzi się zarżą że twoja poczta trafia do nich.- Mówi z uśmiechem.
-Trudno.- Rzuca chłopak.
Zaraz, zaraz czy on tu mieszka? To niemożliwe. Ale jednak niemożliwe staje się możliwe. Wsiadam do windy gdy chłopak jeszcze gada, już drzwi się zatrzymują gdy nagle przeszkadza im but.
-Uratowałem cię, a ty tak po prostu uciekasz?- Pyta z uśmieszkiem na twarzy.
-Ja...um...
-Żartuje.- Przerywa mą niezręczną odpowiedź.
Czuje jak moje policzki stają się czerwone. Co się z nim stało, w samolocie mnie nienawidził, w pracy się nie odzywał, a teraz żartuje jak gdyby nigdy nic. Nie rozumiem tego człowieka.
--♦♣♥♣♦--
Ten rozdział pisałam długo, ale są efekty. Myślę że wyszedł fajnie, nie spodziewaliście się tego c'nie? buahahahhaha xD Dostaje schizy ja pisze te rozdziały xD
Sorki ja są błędy, ale pisałam szybko, a to dlatego że pisałam go 2 dni a od 4 nie dałam rozdziału w moim 1 ff :c urwanie głowy jeszcze szkoła i wg :c
Zachęcam do komentowania :* Mam nadziej że się podobał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz