wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 6

Zanim pójdę spać muszę się umyć i coś zjeść. Nie jadłam nic oprócz śniadania. Przez Harrego totalnie zapomniałam o jedzeniu, co ten chłopak zemną wyrabia. Może i zabujałam się w nim, ale chce aby nasze relacje zostały, czysto przyjacielskie.

Kieruje się do kuchni, przeszukuje szafki w poszukiwaniu jedzenia. Pustka, jedna wielka pustka. Hm....może coś mam w lodówce. To samo, pustka...a no tak, przecież nie byłam na zakupach. Pójdę do sklepu...tylko że jest mały problem...ja do cholery nie wiem gdzie są sklepy. Hm...zapytam się Harrego. On powinien wiedzieć gdzie, co jest w tym mieście. Wszystko świetnie, genialnie tylko, że ja nie wiem, które to jego mieszkanie. Ugh...tak, przecież dał mi swój numer telefonu. 

Napisałam do niego. Po około dwóch minutach otrzymałam  odpowiedź...  
Napisałam znów, on również  napisał. 

Czy on mnie właśnie zaprosił na kolację?... yyyyy no dobra? Nie no nie będę mu przeszkadzać, przecież na pewno ma swoje plany, a ja ni stąd ni zowąd przyjdę sobie do niego na kolację! Nie... a jak coś się wydarzy... Nie to jest zły pomysł... Chociaż... w sumie to nie jest taki zły pomysł. W końcu skoro mnie zaprasza to raczej nie ma planów, może być miło.... Chociaż.... Dobra raz się żyje. Idę.

 Odkładam telefon na stolik w salonie, po czym kieruje się w stronę drzwi. Wychodzę na korytarz i szukam jego mieszkania. Mieści się, ono zaraz przy windzie. Gdy podążam do nich...cały czas mam wrażenie, jakbym czegoś zapomniała...Pukam lekko w szaro-czarne drzwi. Długo czekać nie musiałam, natychmiast w drzwiach stanął loczek. Miał na sobie tylko spodnie od piżamy, a jego tors był nieokryty. Patrzył się na mnie ze zdziwieniem...tak jakbym miała coś na bluzce...Popatrzyłam na nią...wtedy sobie zdałam sprawę że nadal jestem w piżamie. Momentalnie na moje policzki wdał się rumieniec. Hmm...ale czy opłacało mi się przebierać, tylko po to aby przejść korytarz? Myślę że raczej nie. Z zamyślenia wyrwał mnie loczek.

-Wchodzisz?- Zachichotał.
-Ja..um...tak.- Jąkam się.

Przesunął się o krok, po czym wskazał ręką abym weszła. Gdy znalazłam się już w jego mieszkaniu, mym oczom ukazała się pięknie udekorowana i czysta przestrzeń. Podłoga była wyłożona jasnymi, drewnianymi panelami. Ściany mają  kolor szary, a gdzieniegdzie są pokryte wypukłą tapetą w kształcie cegieł. Rozglądałam się jeszcze kilka minut po jego mieszkaniu, po chwili poczułam zapach naleśników. Dostrzegłam też że chłopak dawno się ulotnił do kuchni. Miłe...podreptałam za zapachem. Gdy już się znajdowałam w tym samym pomieszczeniu co on, nakładał już owe naleśniki na talerze i je dekorował. Nie pozwolił mi patrzeć...twierdził iż to ma być niespodzianka. Kazał mi tez iść do salonu, a tam poczekać na jedzenie. Gdy je przyniósł, aż zaniemówiłam. Wyglądały tak smakowicie...oraz tak pachniały...


Po zjedzonej kolacji, gadaliśmy z Harrym jeszcze z godzinę. Potem musiałam wracać do siebie. Jeszcze przed wyjściem przypomniał mi minimum pięć razy o jutrze.Wywróciłam oczami i wróciłam do siebie. 

Wykąpana i najedzona położyłam się do łóżka. I zasypiam...



-----


Tym razem obudziłam się sama z siebie. Popatrzyłam na zegarek i szybko wyskoczyłam z łóżka. Była trzynasta, ja nigdy tak długo nie spałam...musiałam być bardzo zmęczona. Za dwie godziny idę z Harrym. Musze się ubrać, uczesać i pomalować. Podeszłam do szafy, szukam stroju...takiego który by się nadawał na...hmmm...nawet nie wiem jak określić nasz wypad. Ale powracając do tematu, wyciągnęłam ubrania które chce założyć. Wzięłam je do ręki i idę do łazienki. Ubrałam się, uczesałam i pomalowałam.



Gdy tak sobie siedziałam przed telewizorem, zobaczyłam która godzina. Była 14:50, chłopak powinien być w każdej chwili. W tej chwili ktoś zapukał do drzwi...o wilku mowa...podeszłam do nich i je otworzyłam. W progu stał loczek, miał na sobie czarne rurki, biała koszulkę a na to rozpiętą, czarną kurtkę.



--♫☼♫--

Oto kolejny :* 
Miłego czytania...
Przepraszam jak są błędy..
Zachęcam do komentowania...
CAŁUSKI :* 

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 5

Weszłam do sypialni i opadłam na łóżko...Schowałam twarz w poduszkę. Boże, w co ja się wpakowałam...Co mam tam pójść i zacząć się przed nim rozbierać? No chyba nie...To jest TYLKO mój PRZYJACIEL. Może jemu nie robi takie coś problemu, ale mi owszem...To tylko przyjaciel, on nie weźmie tego na poważnie. Dodała moja podświadomość, tak dawno mi nie doradzałaś. Wyczujcie ten sarkazm. Rusz dupę i zrób to cholerne zadanie! No tak mam tylko, hmm... Popatrzyłam na telefon. Mam tylko 5 minut. Dobra, będę silna.

-Wygram!- Wykrzyknęłam sama do siebie.
-Chyba nie, jeżeli się nie pośpieszysz.- Usłyszałam krzyk chłopaka, który dochodził z za drzwi.
-Ugh...

 Wychodzę z sypialni, oczywiście gotowa. Chwytam telefon do ręki, a następnie przeczesuje go w poszukiwaniu piosenki. Znalazłam odpowiedzią piosenkę. Owym utworem była piosenka Cash Cash - Take Me Home. Muzyka zaczęła grać, a ja w jej rytm się poruszać.


I'm falling to pieces / Rozpadam się na kawałki,

But I need this / Ale potrzebuje tego.
Yeah, I need this / Tak, potrzebuje tego.
You're my fault / Jesteś moim błędem.
My weakness / Moją słabością.
When did you turn so cold / Kiedy obróciłeś się w zimne

Zaczynam tańczyć śmielej, a co z tym idzie, zaczęłam się rozbierać. Jako pierwszych pozbyłam się butów. Potem ściągam sweter. Miałam na sobie jeszcze koszulkę i rurki.

You cut me down to the bone / Przeszywasz mnie, aż do kości.
Now you're dancing / Teraz tańczysz.
All over my soul / W całej mojej duszy.
I'm falling to pieces / Rozpadam się na kawałki.
To pieces, to pieces / Na kawałki, na kawałki..

 But I still stay cause you're the only thing I know / Ale ciągle zostaje, ponieważ jesteś jedyna rzeczą, ktorą znam.

So won't you take, oh, won't you take me home / Więc nie weźmiesz, oh nie weźmiesz mnie do domu.
Take me home, home, home / Zabierz mnie do domu, domu, domu
Take me home, home, home / Zabierz mnie do domu, domu, domu
Take me / Zabierz mnie.


Po chwili nie miałam już bluzki. Dostrzegłam kątem oka, że przyjaciel loczka prosi o uwolnienie. W jego spodniach był już namiot. Moje policzki przybrały barwę buraka. Chyba też to dostrzegł, bo szybko zakrył go rękami. Nawet zabawnie to wyglądało, zarumieniony Harry. Zaczęłam rozpinać spodnie. A po około minucie, byłam w samej bieliźnie. Potańczyłam jeszcze przez kilka minut, aż w końcu piosenka się skończyła.

-To było...umh...fajne.- Jąkał się.
-Jakie?- Che się z nim podrażnić.
-Słyszałaś mnie.- Odparł oburzony.
-Wiem tylko się droczę.- Posłałam mu buziaka, wchodząc do sypialni aby się ubrać.

Ale chce założyć na siebie moją piżamkę, jest o wiele wygodniejsza od rurek. 
Ową piżamą była; biała bluzka z wilkiem, czarne spodenki z napisem na nogawce ' Fuck Off ' oraz szare kapciuszki. Już przebrana, ruszyłam do salonu gdzie czekał Harry.  

Dalsza gra przebiegła spokojniej. Dużo się śmialiśmy, jeszcze więcej wygłupialiśmy. Dowiedziałam się że ma siostrę Gemme, która mieszka dość blisko nas.  Spędziłam bardzo miło czas z nim. Już miał wychodzić, ale chyba mu się coś przypomniało.

-Alex...pójdziesz...zemną do wesołego miasteczka, jutro?- Zapytał niepewnie. 
-Okej, ale o której?
-Bądź gotowa o 3.- Poinformował, pewniej niż przedtem. 
-A praca?- Przecież pracujemy do osiemnastej. 
-To ty nie wiesz? Och...tak...Jutro wszyscy mamy wolne, ty również.
-Miło wiedzieć.- Rzuciłam sarkastycznie. 

♀♀♀♀♀♀♀

Oto 5 rozdział B| 
*o* 
Zachęcam do komentowania! xD
Sorki za błędy ( jeżeli są xD ) 
CAŁUSKI <3 

Rozdział dedykowany Scarlet i Asi! :*

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 4

Jestem w lekkim szoku, co by się stało jakby Harry mnie nie uratował. Pewnie by mnie zgwałcił. Jest bardzo wcześnie, a mianowicie 18:35. Jesteśmy nadal w windzie. Chłopak się nie odzywa, może to i nawet dobrze.
Winda się zatrzymuje na ostatnim piętrze. Wychodzę jako pierwsza, idę w stronę swych drzwi. Chłopak mnie nie zatrzymuje. W duszy czyje radość, a trochę niepokój. Nie wiem dlaczego.

Siedzę w pokoju, gdy nagle słyszę pukanie do drzwi, otwieram, a tam stoi.... Harry? Przyznam trochę mnie to zdziwiło, przecież jeszcze niedawno nawet się do mnie nie odzywał...

- Hej... możemy porozmawiać? - powiedział niezbyt pewnie... chwila coś mi tu nie gra on niezbyt pewnie? Jak na mój gust trochę dziwne...
- No... możemy - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- To może... wpuścisz mnie do środka, czy będziemy tak w progu rozmawiać? - zaśmiał się szatyn.

 I co w tym było śmiesznego? Ja serio nie ogarniam poczucia humoru tego człowieka..... no dobra niech mu już będzie. Wpuściłam go do środka i zamknęłam drzwi.

- Chciałem cię przeprosić...- popatrzyłam na niego zdziwionym? wzrokiem
-Za tą sytuację w samolocie... i w ogóle za to, że byłem dla ciebie taki szorstki i nieprzyjemny - dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie co właśnie powiedział
- Nie masz mnie za co przepraszać - powiedziałam na co Harry się delikatnie uśmiechnął ukazując tym samym swoje piękne dołeczki.... CHWILA WRÓĆ..... czasem mam ochotę zabić własne myśli... Ught
- Owszem mam - zaśmiał się, po czym podszedł do mnie i mnie... przytulił? Nie powiem przyjemnie było, no ale...
- Zostaniemy przyjaciółmi? - wyszeptał do mojego ucha nadal trzymając mnie w ramionach. Ja tylko skinęłam głową na tak i wtuliłam się mocniej w jego umięśniony tors.
- Dziękuje - popatrzył na mnie ze zdziwieniem w tych jego zielonych oczach - za tą sytuację w zaułku i w ogóle ... za to, że jesteś - ponownie piękny uśmiech zagościł na jego twarzy. Niewiarygodne jest to, że jeszcze wczoraj w moich oczach znienawidzony chłopak, a dziś przyjaciel...

-Chcesz zostać?- Zapytałam niepewnie.

Pokiwał lekko głową, a następnie przygryzł wargę.Wyglądał tak bardzo...uwodzicielsko. Znów...znów o nim myślę. To jest silniejsze ode mnie. Ten jego seksowny wygląd...Boże, Alex ogarnij się, to tylko twój PRZYJACIEL. Taaaa...przyjaciel który mi się cholernie podoba. Ale nie mogę zburzyć tego, co udało się nam zbudować przez...hm...20 minut. No nic...muszę starać się na niego nie patrzeć.  Dam jakoś rade, mam taką głęboką nadzieje.

-To może zagramy w pytania, hmm...?- Zapytał, z uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
-Może coś innego?- Zrobiłam maślane oczka. 
-Co powiesz na zadania?- Poruszył, znacząco brawami.
-Nie znam.- Powiedziałam prawdę.
-Dobra a więc...Jest takie coś na telefonie, dokładniej Aplikacja. Masz tam zadania od 1 do 30. I po kolej wybieramy numerki. Osoba która czyta zadanie może je trosze zmienić.- Mówił, podczas czego pokazał mi te aplikacje na telefonie. Hmmm...może nie będzie to takie złe...dobra raz się żyje. 
-Wchodzę.- Powiedziałam pewnie.

Zdecydowaliśmy że zagramy w kamień, papier, nożyce żeby wiedzieć kto pierwszy robi wyzwanie. Graliśmy do trzech. Wygrałam,  mam nadziej że będzie mieć trudne. Trzeba było wpisać numer, jak się go wpisało wyskakiwało zadanie.

-18- Powiedział loczek.

Wpisałam w jego telefonie dana liczbę. Zaczęło się ładować. Po chwili już mogłam je przeczytać. Pisało w nim, cytuje ' Masz zatańczyć dziki taniec w samych bokserkach'. Na samom myśl przeszło mnie dziwne uczucie. Część mnie chciała to zobaczyć, a druga błagała żebym wymyśliła coś. Niestety moje potrzeby wzięły górę.Ale zmienię z dzikiego tańca na normalny.

-Masz zatańczyć...Ale, w samych bokserkach.- Gdy to powiedziałam moje policzki momentalnie mnie zapiekły.
-Błahostka.- Machnął ręką. Dla niego to takie proste? Ten chłopak jest bardzo odważny, zadziwiający i jednocześnie pociągający.

Wstał, jako pierwsze wydostał się z koszulki, następnie pozbył się spodni. Starałam się nie patrzeć w jego stronę ale to było silniejsze. Gdy się popatrzyłam w jego stronę, w bokserkach dostrzegłam duże wybrzuszenie. Starłam się patrzeć wszędzie ale nie tam. Ale za każdym razem kończyło się że patrzyłam bacznie obserwując jego 'przyjaciela'. Czym dłużej go obserwowałam, stawałam się bardziej mokra. Chyba zauważył o co mi chodzi, zaczął się uśmiechać. Po chwili ubrał się, jednocześnie chciałam by został tak jak wcześnie i też aby został ubrany. Co się zemną dzisiaj dzieje. Chyba zwariowałam. 

-Teraz ty.- Wyrwał mnie z zamyślenia. 

Boje się że będę musiała zrobić coś bardzo wstydliwego. Musze przemyśleć liczbę. Nie może to być na odpieprz się. Już wiem!

-29- Wykrzyknęłam. Nie planowałam takich emocji podczas mówienia owej liczby.

Loczek popatrzył na telefon, to na mnie i znów na telefon. 

- Zrób pokaz, ale taki jak striptizerka.- Powiedział...podekscytowany? 
-Dobra!- Nie Mogę być gorsza od niego. 
 -Daj mi 10 minut.- Powiedziałam wstając i kierując się do sypialni. 

♫☼►☼♫

I co Myślinie? Ujdzie? Mam nadzieje że nie jest najgorszy :) 
Nie spodziewaliście się c'nie?  buaahahahahha xD 
Będzie się działo w 5, oj będzie się działo.
Zachęcam do komentowania xD 
Sorki jak są błędy.  <3 
CAŁUSKI :* 

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 3

Ze snu wybudził mnie telefon. Jest środa rano, czyli połowa tygodnia. Na szczęście, mam wolne w soboty i niedziele. W duszy modlę się o to aby, byli tam ludzie mili. Ale... jest jedno małe ale, jestem osobą której nie idzie zdobywanie nowych znajomości. Świadoma tego, staram się żyć normalnie, ale sama. Staram się zapomnieć o tym człowieku z samolotu, niestety mi to nie wychodzi. Ciągle mam go przed oczami. Muszę przyznać, jest bardzo przystojny. Boże, o czym ja myślę.

Wstaje z łóżka, gramolę się do szafy i wyciągam z niej ubrania. Idę do łazienki, ubrania niosę w ręce. Gdy docieram, ubieram się, czesze włosy i nakładam lekki makijaż. Jest on bardzo naturalny. Wchodzę do kuchni, otwieram lodówkę i szukam czegoś co mogłabym zjeść. Pustka, będę musiała podskoczyć do sklepu, po pracy. Jak na razie zjem coś na mieście. Jest 6, biorę torebkę i wychodzę zamykając drzwi na klucz. Idę korytarzem do windy. 

Kiedy jestem już na parterze, przechodzę obok recepcjonistki. Rzucam jej szybkie ' do widzenia '. Niestety nie odpowiada, trzeba będzie popracować na nią. Widać że chyba nie przepada za swą  pracą.Całe dnie siedzi i nic nie robi, a płaca jej za to.

Wsiadam we wcześniej zamówioną taksówkę. Po około 30 minutach jestem przy biurowcu. Jest to ogromny budynek, zrobiony wyłącznie z okien. Ciekawi mnie jak będzie w środku, czy będzie również fantastycznie? Wydaje się jakbym o czymś zapomniała. O tak, zapomniałam o jedzeniu. Jest tu gdzieś knajpka w okolicy? Nie znam tego terenu. Gdy tak rozmyślam, z oddali dostrzegam ' Bar śniadaniowy '. Jestem uratowana.

Mam jeszcze 30 minut więc zdążę zjeść i nie spóźnić się do pracy. Pośpiesznie idę do owego baru. Gdy juz jestem w środku, siadam przy małym stoliku. Po chwili przychodzi kelnerka. 


-Co podać?- Pyta z małym uśmiechem. 
-Naleśniki.
-Zaraz będą gotowe. 

Zaraz po tym odchodzi, a po około 5 minutach wraca. Kładzie talerz z 2 naleśnikami na stoliku razem z rachunkiem. Jem je szybko a następnie idę zapłacić. Gdy już jestem najedzona oraz mniej zdenerwowana pierwszym dniem pracy, wracam pod wieżowiec. Popycham lekko szklane drzwi, i ruszam w stronę sekretarki, która siedzi przed biurkiem czytając gazetę. 

-Dzień dobry, jestem Alexia Linch.- Mówię uprzejmie. 
-Ach tak, mam pani pokazać miejsce pracy.- Odpowiada z uśmiechem. 

Wstaje z krzesła i rusza w stronę windy, ja idę tuż za nią. Po krótkiej przejażdżce windą, docieramy na odpowiednie piętro. To piętro to jedno wielkie biuro. Biurka są około dziesięć metrów od siebie. Fajnie bo można mieć stały kontakt z ludźmi. Podchodzimy do biurka z moim nazwiskiem. Rzuca mi szybkie ' powodzenia' i wraca do swojej pracy. Na biurku leży rękopis i mała karteczka na nim. Jest tam napisane "Na dobry początek. ~ Pan Comspaners". Jest to bardzo miłe z jego strony.

-Ty jesteś nowa stażystką?- Pyta głos zza mnie. 

Odwracam się i widzę uśmiechniętego blondyna, ma piękne niebieskie oczy. Czyli są w tym mieście przyjaźni ludzie. 

-Tak.- Odpowiadam niepewnie. 

Chłopak zaczyna się śmiać. Czy ja coś powiedziałam głupiego, może mam coś na twarzy. Bardzo trudno go zrozumieć. Śmieje się a ja nawet nie wiem dlaczego. 

-Jestem Niall Horan, jak chcesz to mogę cie zapoznać z ludźmi.- Mówi.

Nie odpowiadam, lecz potakuje. Zaczyna mi przedstawiać wszystkich ludzi, a ci krzyczą ' cześć ' w moją stronę. Za każdym razem im odpowiadam. Gdy kończy zauważam jedyne puste biurko. Jest na nim wizytówka. Jego właścicielem jest Harry Styles. 

-A tam?- Wskazuje na puste biurko.
-To biurko należy do Harrego, lecz on jak zawsze się spóźnia.- Śmieje się chłopak.
-I jeszcze za to nie wyleciał?- Pytam chichotając. 
-Jak widzisz nie, szef ma go w dupie, a jest to spowodowane tym że jego ojciec i pan Comspaniers są przyjaciółmi.- Mówi i przewraca oczami.
-Dobra ja idę pracować, bo przecież ktoś musi. Zobaczymy się na lunchu.- Dodaje.  

Kiwam głową a on odchodzi. Bardzo się ciesze że poznałam kogoś takiego jak Niall. Jest uroczy, miły a przede wszystkim rozmowny. Mam dość ciszy w mym życiu. Zajmuje się rękopisem, jestem jakoś w połowie, gdy nagle otwierają się drzwi i wchodzi wysoki brunet. Na głowie ma burze loków. Jest ubrany w czarne rurki, białą koszulkę a na to koszule w kratkę. Wygląda bardzo znajomo...tak, już wiem kto to. To jest ten chłopak z samolotu. Z wrażenia spada mi długopis. Wzrok wszystkich jest skierowany na mnie, jego też. Chyba tez mnie poznał, myślę tak ponieważ otworzył szerzej oczy i przygląda mi się bardzo uważnie. 

Musze o nim zapomnieć i zając się pracą, bardzo chce skończyć pierwszy manuskrypt. Ignoruje chłopaka i wracam do poprawiania. Nie mogę się skupić, czując bez przerwy jego wzrok na mnie. Ale niestety gdy zerkam ja, w jego stronę on szybko odwraca wzrok. Nagle wszyscy wstają, i idą w stronę ogromnego tarasu. Ach tak, to pewnie lunch. Siedzę nie wiedząc czy mam iść za nimi. W końcu wstaje z krzesła i tam idę. Gdy blondyn zauważa że weszłam, wskazuje abym usiadła koło niego. Gada z dwoma innymi osobami, po chwili i ja się wkręcam.  

Jest już godzina osiemnasta, dzień przebiegł bardzo miło. Poznałam masę fajnych ludzi. Ale nadal mi nie daje coś spokoju, ten chłopak, Harry. Cały czas patrzył się na mnie. O co mu chodziło? Musze o nim zapomnieć, w trybie natychmiastowym. O tej godzinie wszyscy wracali do domów, także i ja. 

Przystanek autobusowy jest pięć minut drogi stąd, wiec pojadę autobusem do domu.  Ruszam w stronę przystanku. Idę przez ciemne uliczki. Słysze jakieś kroki za mną, odrobinę przyśpieszam. To nic nie daje nadal je słyszę. Tak bardzo boje się obrócić. Ale muszę to zrobić. Gdy się obracam nie widzę nic za mną, obracam się z powrotem w stronę autobusu. Podskakuje z zaskoczenia, przede mną stoi wysoki mężczyzna, jest ciemno ale mogę dostrzec jego blizny na twarzy. 

-Wybierasz się gdzieś mała?- Pyta z zawadzkim uśmiechem. 
-Um...ja...ta...mój chłopak...przyjdzie zaraz.-Kłamię. 
-Potrzebujemy tylko pięciu minut.- Puszcza mi oczko.

Czy on chce mnie...zgwałcić? Chwyta mnie i zaczyna całować w szyje. A ja zaczynam płakać i krzyczeć. Staram się wyrwać, ale to wszystko na nic, jest ode mnie większy silniejszy. Sięga za moja koszulkę, zaczynam jeszcze bardziej szlochać. Nagle z oddali słychać odgłos motoru. Po chwili zatrzymuje sie tuż koło nas. Mój napastnik popatrzył w jego kierunku. Chłopak ściągnął kask. To był Harry, ale skąd on wiedział?
Podszedł do nas, uformował rękę w pięść i uderzył mężczyznę. 

-Załóż kask i siadaj na motor!- Rozkazał, ja bez chwili namysłu wypełniam jego wole. 

Uderzył go jeszcze kilka razy i zostawił leżącego. Wsiadł na motor, kazał mi się trzymać i ruszył. Harry podjechał pod kawiarenkę, była ona jakieś 20 minut drogi od tamtego miejsca. Zszedł bardzo szybko, również i ja to zrobiłam. Szybko ściągnęłam kask z głowy i odłożyłam na motor. 

-Nic ci nie jest?- Nie mogę odczytać jego nastroju.
-Nie...i dzięki.- Odpowiadam speszona. 
-Spoko.- Mówi i pociera ręką o kark. 
-To gdzie mieszkasz?- Pyta, on stara się zmienić temat.  
-Baker Street.
-Okey, wsiadaj to cie odwiozę.

Przytaknęłam i z powrotem założyłam kask. Droga do mego domu była szybka. Gdy dotarliśmy pod budynek w którym mieszkam, Harry zgasił silnik i wszedł zemną do budynku. 

-Cześć Lotte.- Chłopak mówi do dziewczyny za biurkiem. 
-Witaj Harry, znów sąsiedzi się zarżą że twoja poczta trafia do nich.- Mówi z uśmiechem.
-Trudno.- Rzuca chłopak.

Zaraz, zaraz czy on tu mieszka? To niemożliwe. Ale jednak niemożliwe staje się możliwe. Wsiadam do windy gdy chłopak jeszcze gada, już drzwi się zatrzymują gdy nagle przeszkadza im but. 

-Uratowałem cię, a ty tak po prostu uciekasz?- Pyta z uśmieszkiem na twarzy.
-Ja...um...
-Żartuje.- Przerywa mą niezręczną odpowiedź. 

Czuje jak moje policzki stają się czerwone. Co się z nim stało, w samolocie mnie nienawidził, w pracy się nie odzywał, a teraz żartuje jak gdyby nigdy nic. Nie rozumiem tego człowieka. 


--♦♣♥♣♦--


Ten rozdział pisałam długo, ale są efekty. Myślę że wyszedł fajnie, nie spodziewaliście się tego c'nie? buahahahhaha xD Dostaje schizy ja pisze te rozdziały xD 

Sorki ja są błędy, ale pisałam szybko, a to dlatego że pisałam go 2 dni a od 4 nie dałam rozdziału w moim 1 ff :c urwanie głowy jeszcze szkoła i wg :c 
Zachęcam do komentowania :*  Mam nadziej że się podobał.

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 2

Ten dzień będzie bardzo pechowy, ja to wiem. Naprawdę nie wiem co mogę porobić. Chciałabym z kimś pogadać, lecz trafiłam na jakiegoś totalnego palanta. Hmm...a może zapytam się czy mogę się przesiąść.
Nie, to wykluczone, pewnie będę musiała tłumaczyć dlaczego. Może wytrzymam.

Po chwili chłopak wyciąga coś z torby. Myślę że to związane z jego pracą, gdyż bierze długopis i myśli nad tym. Kilka minut potem zaczyna pstrykać długopisem, jest to wkurzające. Mówi że ja mam nie przeszkadzać, a sam to robi. Co za typek.

-Ehm...pouczasz mnie o to abym była cicho, a sam do kurwy nędzy pstrykasz tym pierdolonym długopisem.- Wrzasnęłam.
-To tylko długopis.- Odpowiada krzykiem na krzyk.
-Wkurwiający długopis.- Prawiłam go.
-Whatever.- Przewraca oczami.

Potem już się nie odzywaliśmy. Nie wiem czy przetrwam, jest to uciążliwe. On mnie nie lubi, ale nawet nie wiem dlaczego. To jest jakieś dziwne, ten człowiek mnie nie zna a już ocenia. Nie ocenia się książki po okładce, czyż nie? Czy można kogoś nie lubić, jak się kogoś nie zna? Jeszcze chwila tych namysłów, a głowa mi wybuchnie. Jestem osobą która, zdecydowanie za dużo myśli. Ale jak ma się ku temu powody, to co innego. Z zamyślenia wyrywa mnie Stewardessa, podchodzi do nas.

-Chcą państwo jakieś przekąski, picie?- Pyta uprzejmie.
-Jeśli można, to poproszę małą wodę.- Mówię cicho.
-Dobrze, a pan?- Kieruje wzrok na chłopaka.
-Nie dzięki.- Warczy.

Hmm...czyli on zachowuje się bezczelnie do wszystkich. Ohm, czyli nie zachowuje się jak dupek tylko, w stosunku do mnie. Miło wiedzieć. Teraz jedyne o czym pragnę myśleć to, to że jutro poznam nowych ludzi. Mam nadzieje że będą mili, milsi od zielonookiego chłopaka. To się nazywa szczęście do nowych znajomości. Po rak kolejny, coś mnie wyrywa z zamyślenia. Tym razem jest to mój telefon.

-Słucham?
-Panna Alexia* Linch?
-Och, nie poznałam pana głosu.
-Nic się nie stało, miałbym do pani małe zawiadomienie.
-Niech pan śmiało mówi.
-Zmieniamy godziny, chciałbym aby pani przychodziła na tę samą godzinę co inni pracownicy.
-Oczywiście.
-Do widzenia.
-Do widzenia panie Comspaners.

Gdy wypowiedziałam ostatnie słowa, mój sąsiad popatrzył się na mnie. Zrobił dziwną minę zakłopotaną i  zdenerwowaną. Nie wiem o co mu chodzi, chyba mi nie zabroni gadać przez telefon. On jest bardzo dziwny.
Nie tyle co dziwny, a bezczelny.

 Po pewnym czasie lądujemy. Biorę rzeczy i zmierzam ku wyjściu. Gdy już odebrałam walizki i wyszłam z lotniska, zamówiłam taksówkę. Muszę pomyśleć o własnym aucie. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do budynku w którym mam mieszkać. Jest on bardzo nowoczesny. Na pewno polubię to miejsce. Wchodzę do środka, na środku stoi ogromne biurko, z kobietą za nim.

-Dzień dobry, ja mam tu mieszkać.- Oznajmiam.
-Nazwisko i dowód osobisty.- Mówi chłodno.
-Linch, Alexia Linch.

Podaje jej dowód, a po chwili mi go oddaje wraz z kluczami. Czyje że będzie ciężko z nią.Patrze na klucze na których jest napisane " 15 ". To pewnie numer mojego domu. Wchodzę do windy, a po chwili jestem na ostatnim piętrze. Szukam drzwi numer 15, są na końcu korytarza. Wkładam kluczyk do zamka i go delikatnie przekręcam. Popycham lekko drzwi, mym oczom ukazuje się piękne mieszkanie, jest bardzo nowoczesne. Wszystko w tym budynku jest nowoczesne. Wchodzę a następnie zamykam drzwi.
 
Cały dzień przeznaczam na rozpakowanie się, zapoznanie z mieszkaniem i gotowanie kolacji. Gdy kończę jeść, jest już 20. Szybkim tempem idę do łazienki. Zmywam makijaż, biorę prysznic i przebieram się w piżamę. Kładę się na łóżku,ale przed spaniem nastawiam budzik na 5:30.Musze tak wcześnie wstać, ponieważ mam do pracy na 7, a muszę się przygotować na pierwszy dzień. Chce zrobić dobre wrażenie. Nastawiam owy budzić i kładę się spać. Po kilku minutach zasypiam.


*Alexia - Pełne imię Alex ( w tym ff )  :)

--♦♣♥♣♦--

Już 2 rozdział, rozdziały będą coraz dłuższe :) Jest to mój drugi ff o Harrym. Stwierdziłam że ten pierwszy ma za szybko rozkręcającą sie akcje. Nadal będę go pisać ale ten będzie bardziej przeze mnie zadbany. Nadal będę pisała rozdziały i wg... ale no nie będą tak często :)
Do następnego! :* 
Sorki jak są błędy :)

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 1

-Wstawaj kochanie.- Słysze głos zza drzwi.
-Już wstaje mamo.- Odkrzykuje zaspana.

Po chwili zwlekam się z łóżka, idę w stronę toalety. Musze się przyszykować, powód jest jeden, moja przeprowadzka do Londynu. Lubię mieszkać w Watford, ale dostałam płatny staż w firmie Comspaners. Mój staż mam zacząć już jutro. Strasznie się boje że inni pracownicy mnie nie polubią. Mam dwadzieścia dwa lata, dobry staż, jestem po studiach. Lecz czegoś mi brakuje, tak jest to druga połówka. Nie mam chłopaka, w życiu miałam może trzech. Jako dziecko i nastolatka nie byłam za ładna. Na moje szczęście wyładniałam, no znaczy nie mówię że jestem jakaś bardzo piękna, ale nie mogę tez powiedzieć że jestem brzydka. 

Ciuszki Alex :)
Biorę prysznic, myje zęby i starannie zaplatam włosy w koka. Zostaje mi tylko ubrać się i umalować. Sięgam na szafkę, gdzie mam ułożone ubrania które sobie wybrałam na dziś. Całą resztę mam w walizkach. Biorę głęboki wdech i ubieram się. Nakładam makijaż, nie jest on za mocny, ale też nie jest za lekki. Chcę wyglądać naturalnie, ale też chce się upiększyć. Jest środek zimy, na dodatek jest +10 stopni. 


Schodzę po schodach, a po chwili z znajduje się w kuchni.
 Moja mama jest na nogach od 2 godzin, a wiem to dlatego że jest 8, a ona zawsze wstaje o 6. Siadam przy blacie, a ona stawia przede mną miskę płatek. Spożywam je w ciszy, Kiedy wybija 8:30 biorę walizki do rąk, żegna się z mamą i wsiadam do taksówki. Po 20 minutach docieramy, płace mężczyźnie.

-Lot numer 125, samolot doleciał. Prosimy o zrobienie kolejki do odprawy.- Mówi kobieta zza głośnika.

 Siłuje się z mym bagażem podręcznym, kiedy okazuje się że jestem ostatnia. Po pięciu minutach stania przychodzi czas na mą kolej. Podaje bilet kobiecie. Targa go delikatnie, po czym go oddaje. Nim się orientuje jestem już w samolocie. Kobieta wskazuje mi miejsce, zostałam usadowiona koło młodego mężczyzny.


Jest on dobrze zbudowany, przez biały podkoszulek widać tatuaże. Na głowie ma ciemne loki, które są niesforne, ciągle spadają mu na twarz. Jest bardzo zdenerwowany, może na mnie ponieważ się przysiadłam. Na szczęście lot trwa tylko 2 godziny. Mogłam wybrać inny środek transportu, ale czuje się lepiej latając. Moje przemyślenia przerywa chłopak. 

-Mam nadzieje że nie jesteś jedną z tych, które gadają bez przerwy.- Warczy.
-N-nie.- Jąkam się na jego wrogość. 

To będzie ciężki lot.


-♣○◘♠☻♥♠-

Zapraszam was do komentowania! Jest to pierwszy rozdział więc krótki i nudny. Myślę że zaciekawię was. 
Przepraszam jeżeli są błędy, ale każdemu się zdarza :)

Zwiastun

Fear - Strach
 
"Czy niewinna dziewczyna może zakochać się w kimś złym.
Czy może ich łączyć miłość, aż po grób. 
Tego nikt nie wie, życie jest nie przewidywalne. 
Jeżeli kochasz, nie trzymaj tego w tajemnicy.
Jeżeli kochasz, powiedz to wprost!"
 
 
 Alex Catson - Jej życie ulegnie wielkiej przemianie,
 będzie gorsze a czasami lepsze. 
 Przeżyje strach, lęk, radość, smutek i miłość. 

Harry Styles - Miłość to nie jego bajka,
woli bijatyki, piwo, papierosy i nienawiść. 

Dwa różne światy.
Ale przeciwieństwa się przyciągają, czyż nie? 
 
Miłość nie wybiera, jedna strzała amora może zmienić komuś życie. 
 
 
Obsada: 
 
Harry styles

Alex Catson 
 
i inni:
Niall Horan,
Louis Tomlinson,
Zayn Malik,
Liam Payn
 
 
Zapraszam do komentowania :) 

<3